RSS
poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Mimo, że tradycyjnie wczoraj była niedziela handlowa, ja dzisiaj rozpoczynam przedświąteczne zakupy. Wczoraj było mi szkoda tego pięknego dnia. Pewnie znowu popłynę z wydatkami, ale cóż, jak święta to święta. Trzeba dzieciakom kupić coś na Króliczka. To u nas nowy zwyczaj, ale podłapały od innych, mówi się o tym w szkole, więc też chcą. Idealnie byłoby zostawić prezenty na ogródku, żeby sobie pobiegały i poszukały, ale zobaczymy jak tam z pogodą będzie. Jeśli nie będzie padało, to ich wygonimy.

W tym roku święta spędzamy u rodziny (stąd większa ilość dzieci do obkupienia;) ), ale mimo wszystko nie wypada pojechać "z gołą ręką". Trzeba by upiec z dwa ciasta i jakąś pieczeń lub/i boczek czy coś. Trzeba też pojechać na wieś po jajka. Uwielbiam je. Zawsze widzę różnicę, jak się skuszę na "sklepowe", nawet te z jedynką czy eko. Zresztą innych nie kupuję.

Dziś kolejna rocznica katastrofy smoleńskiej i kolejny powód, żeby życzyć sobie i innym, by pozwolono poszkodowanym odejść. Mam już dość tej martyrologii. I nie tylko ja.

Wczoraj wieczorem wybrałam się do sklepu z koleżanką - nałogową palaczką. Kiedyś też paliłam, ale uparłam się i udało mi się rzucić. Jak sobie pomyślę ile kasy idzie jej na fajki... Kasy, której jej wiecznie brakuje. Ale nie to jest najgorsze. Najgorsze są te ohydne zdjęcia. Nie wiem co za sadysta je wymyślił... Koleżanka "ubiera" swoje paczki fajek w etui, żeby tego nie widzieć. Z drugiej strony, takie pomysły to pewnie też problem dla producentów, którzy muszą co chwilę modyfikować maszyny do papierosów, bo zmienia się "wzór" opakowań. Nie, żebym twierdziła, że palenie jest zdrowe, ale to jakaś dziecinada, biorąc pod uwagę, że na alkoholach nie zamieszcza się zdjęć rozwalonej piciem wątroby, na słodyczach skrajnie spróchnicowanych zębów, a na chipsach zdjęć z operacji usunięcia złogów tłuszczu. A może powinno się, zwłaszcza na produktach, po które sięgają dzieci i młodzież, które takie obrazki mogą bardziej odstraszyć niż dorosłych.

I jeszcze odnośnie papierosów, taka konkluzja - państwu przeszkadzają palacze, ale i tak z ochotą pobiera podatki od sprzedaży fajek (podobna moralność jak przy hazardzie). I - z tego co wiem - kwota ta nie jest przeznaczona na żaden fundusz celowy związany z leczeniem chorób wywoływanych paleniem. A może powinna być, skoro płacą ją palacze?

No dobra, koniec tematu, który na szczęście bezpośrednio mnie nie dotyczy.

Za chwilę Święta - czas radości, szczęścia i spotkań z rodziną i przyjaciółmi. Więc cieszmy się :) Wesołych!!!

poniedziałek, 06 marca 2017

Za nami pierwszy prawdziwie wiosenny weekend. Komu nie udało się z niego skorzystać, niech żałuje. Było cieplutko, słonecznie, przyjemnie. Dziś nadal jest ciepło i słonecznie, ale zaciąga jakimś takim arktycznym powietrzem. No chyba, że zmarzłam w nocy, bo nie mogłam oprzeć się pokusie spania przy otwartym oknie...

Jednocześnie rozpoczął się sezon na muchy. Pojawiły się pierwsze, wyjątkowo uparte i natrętne egzemplarze. A zapewne lada chwila obudzą się komary...

A z pięknych rzeczy - można już u nas gdzieniegdzie podziwiać pierwsze wiosennie kwiaty i krzewy. Są też bazie. Wysuszone na dworze pranie pachnie zupełnie inaczej niż suszone w domu...

Miło, milutko i tylko martwią mnie zapowiedzi ochłodzenia. Dość zimy.

15:20, uslyszaneprzeczytane
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 09 lutego 2017

Doprawdy, jakieś fatum ciąży ostatnio nad moją rodziną. Od lat nie było takich wspaniałych warunków do jazdy na nartach w naszych górach, nawet tych nie najwyższych. Powinnam co tydzień szusować na jakimś stoku, ale... Ale najpierw - jeszcze w grudniu - złapałam grypę, której udało mi się pozbyć dopiero w połowie stycznia. Znaczy wtedy mi przeszło... tyle że na mojego Najdroższego. Trudno było go zostawić w łóżku chorego i pojechać na narty, tym bardziej, że miałam wyrzuty sumienia jako rozsiewacz jego choróbska. Jak Ukochany zaczął wracać do zdrowia, to się dla odmiany dziecko rozchorowało, a przy nim mnie również znowu złapało, choć na szczęście tylko przeziębienie, ale i ono potrafi uprzykrzyć życie. Mamy więc już za sobą 1/3 lutego, a ja nadal zjazdy na nartach mogę podziwiać tylko w sieci, a w swoim wykonaniu, tylko na starych zdjęciach :(

A pozostając w tematyce zimowej, bo znowu zrobiło się zimniej, muszę powiedzieć, że dzieciaki z naszego osiedla ostatnio przeżyły wielkie rozczarowanie. Kiedy przyszedł mróz, postanowiły zrobić sobie lodowisko na pobliskim placyku. Uwijały się jak mrówki przygotowując go i znosząc wodę. Nie przewidziały tylko jednego - że akurat pod tym placykiem przechodzą jakieś - zapewne niezłej grubości - węzły cieplne dostarczające ogrzewanie na osiedle. Na drugi dzień, mimo mrozu (choć trochę mniejszego, jak to w dzień), w śniegu i przez ich lodowisko przebiegała piękna roztopiona "dróżka" :( Jak pech to pech, tym większy, że ciężko teraz dzieci z domu wyciągnąć, więc jak już się wybrały, to spotkała ich rzeczywiście wielka, niemiła niespodzianka.

Jeszcze a propos chorowania - za dwa dni przypada Światowy Dzień Chorych i tak przewrotnie liczę na to, że tego dnia wszyscy będziemy już zdrowi. Czego i Wam życzę :)

Miłego popołudnia :)

13:57, uslyszaneprzeczytane
Link Komentarze (2) »
środa, 28 grudnia 2016

Moja planowana zwiększona aktywność została przed świętami skutecznie zablokowana przez grypę. Najbardziej żałuję, że nie udało mi się dotrzeć na krioterapię. Ale co się odwlecze... Przynajmniej taką mam nadzieję.

Jak dla mnie 2016 rok nie był zły. Nie wsławił się też co prawda żadnymi cudownościami, był po prostu dość przeciętny, ale nie mam powodów by na niego narzekać. Przeraża mnie jednak to ile tak naprawdę nieszczęść się przydarzyło na świecie. Ile wojen, bitew, konfliktów, zamachów. Ile osób - znanych osób - odeszło. Tak, pod tym względem był to rok "pogromów", który powalił wielu.

W nadchodzącym 2017 roku życzę Wam - i sobie - dużo szczęścia, pokoju, stabilizacji, zdrowia, radości oraz spełnienia marzeń. Niech będzie to dla Was naprawdę dobry rok i niech będzie dobry - przez Was - dla innych, na których szczęście Wy macie wpływ. Wszystkiego najlepszego :)

No i oczywiście szampańskiej zabawy za 3 dni :)

czwartek, 08 grudnia 2016

Po wpisach na blogu dobitnie widać jak szybko czas gna do przodu. Wystarczy - wydawałoby się - przez chwilę zająć się codziennym życiem, a później wejść na bloga, żeby za głowę się złapać ile czasu upłynęło od poprzedniego wpisu. Z kolei śledząc wcześniejsze wpisy i trafiając na podobne, pisane o tej samej porze roku, np. przed świętami, można się skutecznie zdołować, że znów są święta, znów człowiek jest starszy i znów ma te same problemy - co kupić pod choinkę i jak ogarnąć świąteczne zamieszanie. Doprawdy z roku na rok coraz trudniej dostrzec mi jakąkolwiek magię świąt. Może widzą ją tylko dzieci, niezaangażowane w zamieszanie i organizowanie wszystkiego, za to cieszące się przerwą świąteczną w szkole... W tym roku mam postanowienie nie noworoczne, tylko świąteczne, żeby bardziej o siebie zadbać. Korzystając z łażenia po galeriach kupiłam sobie (a co tam) sporo ciuchów. Mam ochotę na zmianę stylu i pozbycie się tych najstarszych, które noszę, bo szkoda wyrzucić, skoro są całe, ale na które już patrzeć nie mogę, bo mam je za długo. Zmieniłam też kolor włosów, w domu, ale muszę przyznać, że jednak farby fryzjerskie są dużo lepsze - trwalsze i bardziej... przewidywalne od tych sklepowych. Kupiłam np. bardzo jasny blond bardzo znanej i chyba najdroższej firmy z farb sklepowych, który bardzo, ale to bardzo przyciemnił mi włosy. Ma kompletnie inny kolor - barwę i odcień - niż na próbniku i na zdjęciu. I - żeby nie było - nikt nie przełożył żadnej tubki. Sprawdziłam numerację. Po prostu producent wtopił. A że uzyskany kolor kompletnie nie przypadł mi do gustu, więc wybrałam się do fryzjera i przefarbowałam włosy na jeszcze inny kolor. Na sobotę umówiłam się do kosmetyczki, a w przyszłym tygodniu wybieram się na krioterapię :) Ponoć daje niezłego kopa na długi czas. Zobaczymy jakie cuda potrafi sprawić mrozik :) Miałabym ochotę wybrać się na narty, ale akurat to jest teraz nierealne, więc przekładam na styczeń, jeśli pogoda dopisze. Generalnie mój cel i motto na przyszły rok to - dość tracenia czasu plus większa aktywizacja pozostałych członków rodziny w domowe obowiązki i w aktywność (w sensie - większej ilości ruchu) też :) Bo mi rodzinka zardzewieje ;)

A Wy jakie macie plany?

wtorek, 20 września 2016

W końcu znalazłam notatnik z hasełkiem bo bloga :) Takie są skutki malowania pokoju i upychania wszystkiego gdzie popadnie. Już myślałam, że się tu więcej nie dostanę. Tym bardziej, że okazało się, że miałam podany nieaktualny adres e-mail... 

Od mojego ostatniego wpisu upłynęła cała piękna pora roku - lato, w tym roku naprawdę takie jak lubię - nie za ciepłe, ale i nie zimne. Dopiero dziś poczułam arktyczne powietrze. Śmieszne, bo gdyby te same 15 stopni było w marcu, stwierdziłabym że jest niemalże upał. A dziś ubrałam się ciepło, a mimo to nie odczułam, że jest mi gorąco. Zmarzluch ze mnie.

Chciałam napisać coś o urlopie, ale wydaje mi się to tak odległym i nieaktualnym newsem, że raczej sobie daruję. Po prostu był, jak co roku. Jak co roku wyjechaliśmy i jak co roku wypoczęliśmy. A później - również jak co roku - wróciliśmy do codzienności.

Więc co jest aktualne? Hmm... 1. moje problemy z lapkiem; chyba muszę go wymienić, 2. smażę powidła śliwkowe, jak się zasiedzę przy kompie, to się spalą ;) 3. rośnie mi ciasto na drożdżówkę; jak się zasiedzę to ucieknie :) 4. brakuje mi dwóch półek na książki, niestety muszę się przejechać do Ikea, żeby były takie same jak inne; nie chce mi się na samą myśl o przemierzaniu tam kilometrów, a później staniu w kolejce do kasy rodem z PRL. 5. dziecko wróciło do szkoły, ba, już nawet miało 4 kartkówki ! 6. od miesiąca regularnie ćwiczę na piłce i o dziwo zapominam, że mam kręgosłup (wcześniej mi na to nie pozwalał). 7. w weekend wybieram się na grzyby.

Miłego wieczoru :)

wtorek, 14 czerwca 2016

Ostatnio moja chrześnica pytała mnie jaki zawód ma wybrać, bo już najwyższy czas, żeby się na coś zdecydowała. Ponoć pyta o to wszystkich, bo sama nie bardzo wie co ze sobą zrobić. O jej niedoczekanie!!! żebym nakłaniała ją na jakiś kierunek. Później coś jej się nie spodoba, albo nie wyjdzie i będzie miała pretensje do mnie. Może i trochę słuszne, bo podobne do sytuacji, w której rodzice namawiają dziecko do studiowania określonego kierunku, choć ono nie jest nim zainteresowane; może tylko z mniejszym natężeniem. Wychodzi jednak na to, że szkoły popełniają poważny błąd, nie ukierunkowując swoich absolwentów. Może warto byłoby zorganizować regularne zajęcia dotyczące wyboru przyszłego zawodu. Omówić co się robi, jakie są możliwości rozwoju wybierając poszczególne zawody, czego można się spodziewać. Bo skoro dzieciaki po maturze nadal nie wiedzą czego chcą, to coś jest nie tak. A ja, cóż mogę? Mogę przedstawić tylko pomysły, doradzić po czym teraz można znaleźć zajęcie, a po czym nawet zasiłku się nie dostanie, bo będzie problem z przepracowaniem czasu wymaganego do jego uzyskania (z zastrzeżeniem, że studia trwają 5 lat, a to długi czas i sytuacja może wyglądać zupełnie inaczej jak je skończy). Dla zatwardziałej humanistki mogę polecić prawo, bo co prawda zrobiła się po nim straszna konkurencja, ale znajomość prawa w Polsce przydaje się na wielu stanowiskach, nie tylko związanych stricto z zawodem. Mogę jej też doradzić kurs coachingu, zwłaszcza jeśli nie wie co studiować, albo ten kurs połączony ze studiami psychologicznymi - ludzi potrzebujących wsparcia, pomocy, albo po prostu rozmowy jest coraz więcej, więc zawód ma przyszłość. Moim zdaniem zawsze znajdą pracę ludzie dobrzy w swojej profesji, a zwłaszcza dobry lekarz (ten zawód u niej odpada) czy dobry psychoterapeuta. A na uczelnię nie będzie miała daleko, bo do Wrocławia blisko. Przyszłościowym zawodem jest też grabarz, ale kręciła nosem na taką propozycję, mimo że nie zaprzeczyła ;) No a ostatecznie może zostać szafiarką. Figurę ma niezłą, buźkę śliczną, gust modowy niezły, tylko pstrykać fotki i pisać :) Chociaż na taką propozycję oburzyła się jej ambitna mama, która by córcię chętnie widziała na jakiejś dobrze płatnej poważnej posadce. Wszystkie mamy są pod tym względem podobne, tylko tych dobrze płatnych posadek jakoś kurczę brakuje.

piątek, 06 maja 2016

Słyszałam, że koło galerii na peryferiach ma być jutro zorganizowane kino samochodowe. To jeszcze nic. Już takie kina w różnych częściach miasta i z różnych okazji były. Ba, na początku lat 90-tych na stałe takie kino miało podobno powstać w Wałbrzychu, ale najwyraźniej czegoś tam zabrakło i bynajmniej nie zainteresowania. No, ale w sobotę ma być takie kino u nas. No i mają tam puszczać "najlepsze najgorsze filmy świata". Hmm... no ja nie wiem czy jest to jakaś zachęta. Mogę zrozumieć, że budżet mały, ale jechać, żeby oglądać kiepski film, choćby był to najbardziej kiepski ze wszystkich, to raczej kiepska reklama... :) Choć pogoda sprzyja akcjom w plenerze, a ludzie teraz "łykają" wszystko, więc kto wie, czy nie będzie to hitem tegorocznej wiosny...

czwartek, 14 kwietnia 2016

Wracałam wczoraj do domu na piechotę, bo zrobiła się idealna pogoda - nie za ciepło, nie za zimno, nie deszczowo i niemal bezwietrznie. Szłam kawałek na skróty drogą, po której obu stronach są pola, a wzdłuż niej rosną drzewa. Cudownie pachniało wiosną: wilgotną ziemią, świeżą trawą, kwiatami, sama nie wiem czym jeszcze, ale ziemia pachnie inaczej o każdej porze roku i z zamkniętymi oczami można stwierdzić która to jest. Może w mieście, wśród gęstej zabudowy, tego się tak nie odczuwa, ale wystarczy choć na chwilę wyjść na "otwartą" przestrzeń lub do lasu i nie można się pomylić. Zawsze przechadzając się tak wśród łąk czy lasów mam wrażenie, że źle się teraz projektuje nowe osiedla. Kładzie się nacisk na duże powierzchnie do parkowania, budynki upycha się okno w okno, robi do najwyżej jakieś wąskie paski trawnika lub małe klomby. Co by nie mówić o osiedlach z wielkiej płyty, przyznać trzeba, że budowano wtedy w większej odległości od siebie, przeznaczając spore tereny na place zabaw, klomby, drzewa, ławeczki do posiedzenia. Na dzisiejszych osiedlach nawet nie ma gdzie ławki postawić, żeby nie było to wprost pod czyimś oknem, a młodzi, którzy tam kupują mieszkania nie będą przecież tacy zawsze, więc wcześniej czy później zamarzą o ławkach, na których można by odpocząć wracając z zakupami do domu. A najlepiej by było, gdyby latem był tam jeszcze jakiś przyjemny cień z drzewa, którego nie ma gdzie posadzić, bo deweloperom nie zależało na zieleni tylko jak największym zysku ze sprzedaży mieszkań... Doprawdy nadzór budowlany powinien zadbać o lepsze zagospodarowanie terenu, bo jeśli kontroli podlegają nawet murki stawiane na prywatnym terenie, to tym bardziej powinien podlegać całokształt zagospodarowania (na takiej samej zasadzie jak dają wytyczne ile miejsc postojowych powinno posiadać osiedle). Bo za chwilę wyjdzie na to, że trzeba będzie do parku jeździć, żeby trochę zieleni zobaczyć, albo na wieś, do którejś puszczy, w Sudety czy Bieszczady. Noclegi w miejscowościach nie turystycznych co prawda drogie nie są, ale przyszłe emerytury mają być głodowe, więc pewnie niewielu emerytów będzie na nie stać. Tym bardziej, że wiele osób w pewnym wieku traci ochotę na podróże. Lepiej więc zadbać o sprzyjające warunki w miejscu zamieszkania. Bo nie ma nic przyjemniejszego i poprawiającego humor, niż w ciepły dzień poczuć zapach wiosny.

A dziś już pochmurnie i deszczowo, więc z zapachów wiosny musi mi wystarczyć bukiet tulipanów stojący na biurku...

piątek, 01 kwietnia 2016

Pamiętam Światowe Dni Młodzieży w Częstochowie, ale jakoś nie pamiętam, żeby było z tym aż tyle zamieszania co dziś. Nie kojarzę lokowania przyjezdnych po całym kraju i organizowania im przejazdów i czasu wolnego. Bezpieczeństwa wtedy poza służbami pilnowali wolontariusze i harcerze. Dziś czytam o chaosie, problemach z lokacją i zapewnieniem bezpieczeństwa (tu trzeba przyznać, że czasy się zmieniły i może być to ogromny problem), o niemożności dogadania się Kościoła z Państwem. Sorry, chodzę do Kościoła, nie jestem mu przeciwna, ale uważam, że skoro to impreza kościelna, to Kościół powinien ponosić jej koszty, tym bardziej, że ma z czego. A co do bezpieczeństwa, to również powinien się podporządkować, bo w razie czego (odpukać) kto będzie wypłacał odszkodowania? Przecież od razu baty zgarną służby.

Powaliły mnie też ostatnie uwagi biskupów dotyczące aborcji. Jak można w tak perfidny sposób narzucać innym swoją wolę, ingerując w dodatku w ustawodawstwo państwa? Kościół nie potrafi na swoim podwórku zrobić porządku i stosować się do swoich własnych praw, a próbuje je narzucać innym. A może by tak kara więzienia dla cudzołożących księży, skoro tworząc prawo powołują się na dekalog? Dlaczego życie płodu ma być ważniejsze od życia żywej kobiety, która w takim przypadku nie może usunąć ciąży? Jezus miał rację, że należy oddzielić państwo od Kościoła, tylko dlaczego jego słudzy zlewają jego słowa? Doprawdy biskupi powinni brać lekcje psychologii, bo zdaje się nie zdają sobie sprawy z tego ile tracą na takich propozycjach.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
| < Maj 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Tagi