RSS
czwartek, 09 lutego 2017

Doprawdy, jakieś fatum ciąży ostatnio nad moją rodziną. Od lat nie było takich wspaniałych warunków do jazdy na nartach w naszych górach, nawet tych nie najwyższych. Powinnam co tydzień szusować na jakimś stoku, ale... Ale najpierw - jeszcze w grudniu - złapałam grypę, której udało mi się pozbyć dopiero w połowie stycznia. Znaczy wtedy mi przeszło... tyle że na mojego Najdroższego. Trudno było go zostawić w łóżku chorego i pojechać na narty, tym bardziej, że miałam wyrzuty sumienia jako rozsiewacz jego choróbska. Jak Ukochany zaczął wracać do zdrowia, to się dla odmiany dziecko rozchorowało, a przy nim mnie również znowu złapało, choć na szczęście tylko przeziębienie, ale i ono potrafi uprzykrzyć życie. Mamy więc już za sobą 1/3 lutego, a ja nadal zjazdy na nartach mogę podziwiać tylko w sieci, a w swoim wykonaniu, tylko na starych zdjęciach :(

A pozostając w tematyce zimowej, bo znowu zrobiło się zimniej, muszę powiedzieć, że dzieciaki z naszego osiedla ostatnio przeżyły wielkie rozczarowanie. Kiedy przyszedł mróz, postanowiły zrobić sobie lodowisko na pobliskim placyku. Uwijały się jak mrówki przygotowując go i znosząc wodę. Nie przewidziały tylko jednego - że akurat pod tym placykiem przechodzą jakieś - zapewne niezłej grubości - węzły cieplne dostarczające ogrzewanie na osiedle. Na drugi dzień, mimo mrozu (choć trochę mniejszego, jak to w dzień), w śniegu i przez ich lodowisko przebiegała piękna roztopiona "dróżka" :( Jak pech to pech, tym większy, że ciężko teraz dzieci z domu wyciągnąć, więc jak już się wybrały, to spotkała ich rzeczywiście wielka, niemiła niespodzianka.

Jeszcze a propos chorowania - za dwa dni przypada Światowy Dzień Chorych i tak przewrotnie liczę na to, że tego dnia wszyscy będziemy już zdrowi. Czego i Wam życzę :)

Miłego popołudnia :)

13:57, uslyszaneprzeczytane
Link Dodaj komentarz »
środa, 28 grudnia 2016

Moja planowana zwiększona aktywność została przed świętami skutecznie zablokowana przez grypę. Najbardziej żałuję, że nie udało mi się dotrzeć na krioterapię. Ale co się odwlecze... Przynajmniej taką mam nadzieję.

Jak dla mnie 2016 rok nie był zły. Nie wsławił się też co prawda żadnymi cudownościami, był po prostu dość przeciętny, ale nie mam powodów by na niego narzekać. Przeraża mnie jednak to ile tak naprawdę nieszczęść się przydarzyło na świecie. Ile wojen, bitew, konfliktów, zamachów. Ile osób - znanych osób - odeszło. Tak, pod tym względem był to rok "pogromów", który powalił wielu.

W nadchodzącym 2017 roku życzę Wam - i sobie - dużo szczęścia, pokoju, stabilizacji, zdrowia, radości oraz spełnienia marzeń. Niech będzie to dla Was naprawdę dobry rok i niech będzie dobry - przez Was - dla innych, na których szczęście Wy macie wpływ. Wszystkiego najlepszego :)

No i oczywiście szampańskiej zabawy za 3 dni :)

czwartek, 08 grudnia 2016

Po wpisach na blogu dobitnie widać jak szybko czas gna do przodu. Wystarczy - wydawałoby się - przez chwilę zająć się codziennym życiem, a później wejść na bloga, żeby za głowę się złapać ile czasu upłynęło od poprzedniego wpisu. Z kolei śledząc wcześniejsze wpisy i trafiając na podobne, pisane o tej samej porze roku, np. przed świętami, można się skutecznie zdołować, że znów są święta, znów człowiek jest starszy i znów ma te same problemy - co kupić pod choinkę i jak ogarnąć świąteczne zamieszanie. Doprawdy z roku na rok coraz trudniej dostrzec mi jakąkolwiek magię świąt. Może widzą ją tylko dzieci, niezaangażowane w zamieszanie i organizowanie wszystkiego, za to cieszące się przerwą świąteczną w szkole... W tym roku mam postanowienie nie noworoczne, tylko świąteczne, żeby bardziej o siebie zadbać. Korzystając z łażenia po galeriach kupiłam sobie (a co tam) sporo ciuchów. Mam ochotę na zmianę stylu i pozbycie się tych najstarszych, które noszę, bo szkoda wyrzucić, skoro są całe, ale na które już patrzeć nie mogę, bo mam je za długo. Zmieniłam też kolor włosów, w domu, ale muszę przyznać, że jednak farby fryzjerskie są dużo lepsze - trwalsze i bardziej... przewidywalne od tych sklepowych. Kupiłam np. bardzo jasny blond bardzo znanej i chyba najdroższej firmy z farb sklepowych, który bardzo, ale to bardzo przyciemnił mi włosy. Ma kompletnie inny kolor - barwę i odcień - niż na próbniku i na zdjęciu. I - żeby nie było - nikt nie przełożył żadnej tubki. Sprawdziłam numerację. Po prostu producent wtopił. A że uzyskany kolor kompletnie nie przypadł mi do gustu, więc wybrałam się do fryzjera i przefarbowałam włosy na jeszcze inny kolor. Na sobotę umówiłam się do kosmetyczki, a w przyszłym tygodniu wybieram się na krioterapię :) Ponoć daje niezłego kopa na długi czas. Zobaczymy jakie cuda potrafi sprawić mrozik :) Miałabym ochotę wybrać się na narty, ale akurat to jest teraz nierealne, więc przekładam na styczeń, jeśli pogoda dopisze. Generalnie mój cel i motto na przyszły rok to - dość tracenia czasu plus większa aktywizacja pozostałych członków rodziny w domowe obowiązki i w aktywność (w sensie - większej ilości ruchu) też :) Bo mi rodzinka zardzewieje ;)

A Wy jakie macie plany?

wtorek, 20 września 2016

W końcu znalazłam notatnik z hasełkiem bo bloga :) Takie są skutki malowania pokoju i upychania wszystkiego gdzie popadnie. Już myślałam, że się tu więcej nie dostanę. Tym bardziej, że okazało się, że miałam podany nieaktualny adres e-mail... 

Od mojego ostatniego wpisu upłynęła cała piękna pora roku - lato, w tym roku naprawdę takie jak lubię - nie za ciepłe, ale i nie zimne. Dopiero dziś poczułam arktyczne powietrze. Śmieszne, bo gdyby te same 15 stopni było w marcu, stwierdziłabym że jest niemalże upał. A dziś ubrałam się ciepło, a mimo to nie odczułam, że jest mi gorąco. Zmarzluch ze mnie.

Chciałam napisać coś o urlopie, ale wydaje mi się to tak odległym i nieaktualnym newsem, że raczej sobie daruję. Po prostu był, jak co roku. Jak co roku wyjechaliśmy i jak co roku wypoczęliśmy. A później - również jak co roku - wróciliśmy do codzienności.

Więc co jest aktualne? Hmm... 1. moje problemy z lapkiem; chyba muszę go wymienić, 2. smażę powidła śliwkowe, jak się zasiedzę przy kompie, to się spalą ;) 3. rośnie mi ciasto na drożdżówkę; jak się zasiedzę to ucieknie :) 4. brakuje mi dwóch półek na książki, niestety muszę się przejechać do Ikea, żeby były takie same jak inne; nie chce mi się na samą myśl o przemierzaniu tam kilometrów, a później staniu w kolejce do kasy rodem z PRL. 5. dziecko wróciło do szkoły, ba, już nawet miało 4 kartkówki ! 6. od miesiąca regularnie ćwiczę na piłce i o dziwo zapominam, że mam kręgosłup (wcześniej mi na to nie pozwalał). 7. w weekend wybieram się na grzyby.

Miłego wieczoru :)

wtorek, 14 czerwca 2016

Ostatnio moja chrześnica pytała mnie jaki zawód ma wybrać, bo już najwyższy czas, żeby się na coś zdecydowała. Ponoć pyta o to wszystkich, bo sama nie bardzo wie co ze sobą zrobić. O jej niedoczekanie!!! żebym nakłaniała ją na jakiś kierunek. Później coś jej się nie spodoba, albo nie wyjdzie i będzie miała pretensje do mnie. Może i trochę słuszne, bo podobne do sytuacji, w której rodzice namawiają dziecko do studiowania określonego kierunku, choć ono nie jest nim zainteresowane; może tylko z mniejszym natężeniem. Wychodzi jednak na to, że szkoły popełniają poważny błąd, nie ukierunkowując swoich absolwentów. Może warto byłoby zorganizować regularne zajęcia dotyczące wyboru przyszłego zawodu. Omówić co się robi, jakie są możliwości rozwoju wybierając poszczególne zawody, czego można się spodziewać. Bo skoro dzieciaki po maturze nadal nie wiedzą czego chcą, to coś jest nie tak. A ja, cóż mogę? Mogę przedstawić tylko pomysły, doradzić po czym teraz można znaleźć zajęcie, a po czym nawet zasiłku się nie dostanie, bo będzie problem z przepracowaniem czasu wymaganego do jego uzyskania (z zastrzeżeniem, że studia trwają 5 lat, a to długi czas i sytuacja może wyglądać zupełnie inaczej jak je skończy). Dla zatwardziałej humanistki mogę polecić prawo, bo co prawda zrobiła się po nim straszna konkurencja, ale znajomość prawa w Polsce przydaje się na wielu stanowiskach, nie tylko związanych stricto z zawodem. Mogę jej też doradzić kurs coachingu, zwłaszcza jeśli nie wie co studiować, albo ten kurs połączony ze studiami psychologicznymi - ludzi potrzebujących wsparcia, pomocy, albo po prostu rozmowy jest coraz więcej, więc zawód ma przyszłość. Moim zdaniem zawsze znajdą pracę ludzie dobrzy w swojej profesji, a zwłaszcza dobry lekarz (ten zawód u niej odpada) czy dobry psychoterapeuta. A na uczelnię nie będzie miała daleko, bo do Wrocławia blisko. Przyszłościowym zawodem jest też grabarz, ale kręciła nosem na taką propozycję, mimo że nie zaprzeczyła ;) No a ostatecznie może zostać szafiarką. Figurę ma niezłą, buźkę śliczną, gust modowy niezły, tylko pstrykać fotki i pisać :) Chociaż na taką propozycję oburzyła się jej ambitna mama, która by córcię chętnie widziała na jakiejś dobrze płatnej poważnej posadce. Wszystkie mamy są pod tym względem podobne, tylko tych dobrze płatnych posadek jakoś kurczę brakuje.

piątek, 06 maja 2016

Słyszałam, że koło galerii na peryferiach ma być jutro zorganizowane kino samochodowe. To jeszcze nic. Już takie kina w różnych częściach miasta i z różnych okazji były. Ba, na początku lat 90-tych na stałe takie kino miało podobno powstać w Wałbrzychu, ale najwyraźniej czegoś tam zabrakło i bynajmniej nie zainteresowania. No, ale w sobotę ma być takie kino u nas. No i mają tam puszczać "najlepsze najgorsze filmy świata". Hmm... no ja nie wiem czy jest to jakaś zachęta. Mogę zrozumieć, że budżet mały, ale jechać, żeby oglądać kiepski film, choćby był to najbardziej kiepski ze wszystkich, to raczej kiepska reklama... :) Choć pogoda sprzyja akcjom w plenerze, a ludzie teraz "łykają" wszystko, więc kto wie, czy nie będzie to hitem tegorocznej wiosny...

czwartek, 14 kwietnia 2016

Wracałam wczoraj do domu na piechotę, bo zrobiła się idealna pogoda - nie za ciepło, nie za zimno, nie deszczowo i niemal bezwietrznie. Szłam kawałek na skróty drogą, po której obu stronach są pola, a wzdłuż niej rosną drzewa. Cudownie pachniało wiosną: wilgotną ziemią, świeżą trawą, kwiatami, sama nie wiem czym jeszcze, ale ziemia pachnie inaczej o każdej porze roku i z zamkniętymi oczami można stwierdzić która to jest. Może w mieście, wśród gęstej zabudowy, tego się tak nie odczuwa, ale wystarczy choć na chwilę wyjść na "otwartą" przestrzeń lub do lasu i nie można się pomylić. Zawsze przechadzając się tak wśród łąk czy lasów mam wrażenie, że źle się teraz projektuje nowe osiedla. Kładzie się nacisk na duże powierzchnie do parkowania, budynki upycha się okno w okno, robi do najwyżej jakieś wąskie paski trawnika lub małe klomby. Co by nie mówić o osiedlach z wielkiej płyty, przyznać trzeba, że budowano wtedy w większej odległości od siebie, przeznaczając spore tereny na place zabaw, klomby, drzewa, ławeczki do posiedzenia. Na dzisiejszych osiedlach nawet nie ma gdzie ławki postawić, żeby nie było to wprost pod czyimś oknem, a młodzi, którzy tam kupują mieszkania nie będą przecież tacy zawsze, więc wcześniej czy później zamarzą o ławkach, na których można by odpocząć wracając z zakupami do domu. A najlepiej by było, gdyby latem był tam jeszcze jakiś przyjemny cień z drzewa, którego nie ma gdzie posadzić, bo deweloperom nie zależało na zieleni tylko jak największym zysku ze sprzedaży mieszkań... Doprawdy nadzór budowlany powinien zadbać o lepsze zagospodarowanie terenu, bo jeśli kontroli podlegają nawet murki stawiane na prywatnym terenie, to tym bardziej powinien podlegać całokształt zagospodarowania (na takiej samej zasadzie jak dają wytyczne ile miejsc postojowych powinno posiadać osiedle). Bo za chwilę wyjdzie na to, że trzeba będzie do parku jeździć, żeby trochę zieleni zobaczyć, albo na wieś, do którejś puszczy, w Sudety czy Bieszczady. Noclegi w miejscowościach nie turystycznych co prawda drogie nie są, ale przyszłe emerytury mają być głodowe, więc pewnie niewielu emerytów będzie na nie stać. Tym bardziej, że wiele osób w pewnym wieku traci ochotę na podróże. Lepiej więc zadbać o sprzyjające warunki w miejscu zamieszkania. Bo nie ma nic przyjemniejszego i poprawiającego humor, niż w ciepły dzień poczuć zapach wiosny.

A dziś już pochmurnie i deszczowo, więc z zapachów wiosny musi mi wystarczyć bukiet tulipanów stojący na biurku...

piątek, 01 kwietnia 2016

Pamiętam Światowe Dni Młodzieży w Częstochowie, ale jakoś nie pamiętam, żeby było z tym aż tyle zamieszania co dziś. Nie kojarzę lokowania przyjezdnych po całym kraju i organizowania im przejazdów i czasu wolnego. Bezpieczeństwa wtedy poza służbami pilnowali wolontariusze i harcerze. Dziś czytam o chaosie, problemach z lokacją i zapewnieniem bezpieczeństwa (tu trzeba przyznać, że czasy się zmieniły i może być to ogromny problem), o niemożności dogadania się Kościoła z Państwem. Sorry, chodzę do Kościoła, nie jestem mu przeciwna, ale uważam, że skoro to impreza kościelna, to Kościół powinien ponosić jej koszty, tym bardziej, że ma z czego. A co do bezpieczeństwa, to również powinien się podporządkować, bo w razie czego (odpukać) kto będzie wypłacał odszkodowania? Przecież od razu baty zgarną służby.

Powaliły mnie też ostatnie uwagi biskupów dotyczące aborcji. Jak można w tak perfidny sposób narzucać innym swoją wolę, ingerując w dodatku w ustawodawstwo państwa? Kościół nie potrafi na swoim podwórku zrobić porządku i stosować się do swoich własnych praw, a próbuje je narzucać innym. A może by tak kara więzienia dla cudzołożących księży, skoro tworząc prawo powołują się na dekalog? Dlaczego życie płodu ma być ważniejsze od życia żywej kobiety, która w takim przypadku nie może usunąć ciąży? Jezus miał rację, że należy oddzielić państwo od Kościoła, tylko dlaczego jego słudzy zlewają jego słowa? Doprawdy biskupi powinni brać lekcje psychologii, bo zdaje się nie zdają sobie sprawy z tego ile tracą na takich propozycjach.

środa, 09 marca 2016

Oj, zaniedbałam ostatnio bloga. Zresztą, co tu ukrywać, nie tylko bloga. Dziś rano przyjrzałam się sobie krytycznie i stwierdziłam, że potrzebuję: konsekwentnej diety albo ćwiczeń, dobrego fryzjera i kosmetyczki. A ponieważ do diety i ćwiczeń trudniej się zebrać, więc zaczynam od zrobienia porządku z włosami. Na pewno będę chciała je rozjaśnić; miałabym ochotę też na pasemka, ale nie wiem czy jeszcze są modne. Wydaje mi się, że już się od nich odchodzi, choć mnie się podobają. Oczywiście takie subtelne, a nie że ciemne włosy i niemal białe pasemka. Podoba mi się też sombre, ale mam zniszczone końcówki i tak sobie myślę, że odświeżę fryzurę przycinając ją drastycznie np. tak do ucha. Będzie to moja wiosenna zmiana. Przydałaby mi się też wizyta u kosmetyczki, chociaż nie mam pojęcia kiedy znajdę na nią czas. Pewnie skończy się na domowym peelingu i maseczce... Opcjonalnie na odwiedzeniu apteki i kupieniu jakiegoś "cudownego" acz drogiego kremu. No, ewentualnie ;) dorzucę do tego jeszcze jakiegoś wiosennego ciucha albo buta :)

A na jutro muszę wymyślić coś fajnego dla mojego Mężczyzny :) Bo kwiatkami to się nie wymigam ;)

czwartek, 21 stycznia 2016

Jak w amoku biegałam przed świętami, ale z wszystkim się wyrobiłam. Wszystkie prezenty zostały kupione i - co najważniejsze - wszystkie okazały się trafione :) A przynajmniej tak wnioskuję z tego, że są używane :) Zdążyłam również bez zadyszki z gotowaniem, pieczeniem i sprzątaniem, tym bardziej że podzieliliśmy się daniami do przygotowania. Również Sylwester upłynął bardzo przyjemnie. W tym roku wybraliśmy się na zorganizowaną imprezę i - co prawda - wiązało się to z zakupem nowej sukni i butów, ale uniknęliśmy zamieszania związanego z przygotowywaniem domówki.

Początek roku okazał się w końcu zimowy. Nadal leży śnieg i trzyma lekki mrozik. A nawet właśnie go dosypuje, choć nie wiem czy jest to dobra wiadomość, ponieważ od przyszłego tygodnia zwiastują odwilż, więc czym więcej go dosypie, tym większa chlapa będzie wkrótce. Coraz częściej łapię się na "nieznośnej dorosłości". Jeszcze niedawno ucieszyłabym się ze śniegu, nawet gdyby spadł na jeden dzień. Wyciągnęłabym dziecko z domu i wykorzystała szansę na ulepienie bałwana czy jakiegoś innego "stwora", pojeździłabym na sankach, itd. A dziś? Kalkulacja - czy ten śnieg się "opłaca"? - co jest uzależnione od czasu, jaki ma leżeć albo od zajęć jakie sobie akurat zaplanowałam. Pewnie za chwilę zacznie się marudzenie na więcej rzeczy i zjawisk... Starość nie radość.

A dziś Dzień Babci, jutro Dziadka. Co prawda za daleko, żebyśmy się wybrali w odwiedziny, ale trzeba przypilnować wnusia, żeby zadzwonił z życzeniami, a osobiście z laurką i prezentem może się wybierzemy w weekend... Zobaczymy ile będzie miał lekcji do zrobienia, bo ostatnio wolny weekend to pojęcie względne, skoro nigdzie nie możemy się ruszyć z domu, bo dziecko ma tyle lekcji do odrobienia. I nic to, że wkrótce ferie i dzieciaki już czują luz.

A propos ferii, chciałam wybrać się w tym czasie nad morze, pospacerować po pustej plaży, nałykać się jodu, może nawet gdybym spotkała Morsów odważyłabym się wejść do chłodnego Bałtyku... Ale nie wiem co z tego wyniknie, bo co prawda odłożyłam pieniążki na wyjazd, ale pojawił się pomysł wstawienia szafy do pokoju dziecka, bo nie mieści się już z wszystkimi ciuchami i manelami, a szafa jest dużo wyższa niż szafka, więc więcej tego by pomieściła. Dziecku podoba się szafa z grafiką, którą ma już upatrzoną "pod kolor pokoju" i nie przetłumaczysz, że kolor ścian można zmienić, a szafę kupuje się na dłużej, bo już ma odpowiedź, że po co zmieniać, skoro jest fajny. No więc nie wiem ostatecznie na co się zdecydujemy: na wyjazd czy na szafę, wiem tylko, że na jedno i drugie nie wystarczy, więc może pociągniemy losy ;) Miło by było pojechać, także dlatego, żeby dziecko całych ferii w domu nie siedziało, ale zobaczymy. Rząd już ustalił, że jedynaki na ferie wyjeżdżać nie muszą (po co im 500 zł), jak rodzice chcą mieć jedynaków, to niech sobie w domu spędzają czas, jeśli rodziców nie stać na wyjazd. W każdym razie państwo się nie dołoży. Ale za to chętnie z podatków płaconych przez dwoje rodziców przekaże pieniądze tym, którzy mają więcej dzieci, bez względu na to ile zarabiają. Sprawiedliwość? Jakoś nie sądzę. Nawet 9-latka wie, że coś jest nie tak...

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
| < Luty 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28          
Tagi