RSS
wtorek, 20 września 2016

W końcu znalazłam notatnik z hasełkiem bo bloga :) Takie są skutki malowania pokoju i upychania wszystkiego gdzie popadnie. Już myślałam, że się tu więcej nie dostanę. Tym bardziej, że okazało się, że miałam podany nieaktualny adres e-mail... 

Od mojego ostatniego wpisu upłynęła cała piękna pora roku - lato, w tym roku naprawdę takie jak lubię - nie za ciepłe, ale i nie zimne. Dopiero dziś poczułam arktyczne powietrze. Śmieszne, bo gdyby te same 15 stopni było w marcu, stwierdziłabym że jest niemalże upał. A dziś ubrałam się ciepło, a mimo to nie odczułam, że jest mi gorąco. Zmarzluch ze mnie.

Chciałam napisać coś o urlopie, ale wydaje mi się to tak odległym i nieaktualnym newsem, że raczej sobie daruję. Po prostu był, jak co roku. Jak co roku wyjechaliśmy i jak co roku wypoczęliśmy. A później - również jak co roku - wróciliśmy do codzienności.

Więc co jest aktualne? Hmm... 1. moje problemy z lapkiem; chyba muszę go wymienić, 2. smażę powidła śliwkowe, jak się zasiedzę przy kompie, to się spalą ;) 3. rośnie mi ciasto na drożdżówkę; jak się zasiedzę to ucieknie :) 4. brakuje mi dwóch półek na książki, niestety muszę się przejechać do Ikea, żeby były takie same jak inne; nie chce mi się na samą myśl o przemierzaniu tam kilometrów, a później staniu w kolejce do kasy rodem z PRL. 5. dziecko wróciło do szkoły, ba, już nawet miało 4 kartkówki ! 6. od miesiąca regularnie ćwiczę na piłce i o dziwo zapominam, że mam kręgosłup (wcześniej mi na to nie pozwalał). 7. w weekend wybieram się na grzyby.

Miłego wieczoru :)

wtorek, 14 czerwca 2016

Ostatnio moja chrześnica pytała mnie jaki zawód ma wybrać, bo już najwyższy czas, żeby się na coś zdecydowała. Ponoć pyta o to wszystkich, bo sama nie bardzo wie co ze sobą zrobić. O jej niedoczekanie!!! żebym nakłaniała ją na jakiś kierunek. Później coś jej się nie spodoba, albo nie wyjdzie i będzie miała pretensje do mnie. Może i trochę słuszne, bo podobne do sytuacji, w której rodzice namawiają dziecko do studiowania określonego kierunku, choć ono nie jest nim zainteresowane; może tylko z mniejszym natężeniem. Wychodzi jednak na to, że szkoły popełniają poważny błąd, nie ukierunkowując swoich absolwentów. Może warto byłoby zorganizować regularne zajęcia dotyczące wyboru przyszłego zawodu. Omówić co się robi, jakie są możliwości rozwoju wybierając poszczególne zawody, czego można się spodziewać. Bo skoro dzieciaki po maturze nadal nie wiedzą czego chcą, to coś jest nie tak. A ja, cóż mogę? Mogę przedstawić tylko pomysły, doradzić po czym teraz można znaleźć zajęcie, a po czym nawet zasiłku się nie dostanie, bo będzie problem z przepracowaniem czasu wymaganego do jego uzyskania (z zastrzeżeniem, że studia trwają 5 lat, a to długi czas i sytuacja może wyglądać zupełnie inaczej jak je skończy). Dla zatwardziałej humanistki mogę polecić prawo, bo co prawda zrobiła się po nim straszna konkurencja, ale znajomość prawa w Polsce przydaje się na wielu stanowiskach, nie tylko związanych stricto z zawodem. Mogę jej też doradzić kurs coachingu, zwłaszcza jeśli nie wie co studiować, albo ten kurs połączony ze studiami psychologicznymi - ludzi potrzebujących wsparcia, pomocy, albo po prostu rozmowy jest coraz więcej, więc zawód ma przyszłość. Moim zdaniem zawsze znajdą pracę ludzie dobrzy w swojej profesji, a zwłaszcza dobry lekarz (ten zawód u niej odpada) czy dobry psychoterapeuta Wrocław zresztą blisko, więc i na uczelnię nie będzie miała daleko. Przyszłościowym zawodem jest też grabarz, ale kręciła nosem na taką propozycję, mimo że nie zaprzeczyła ;) No a ostatecznie może zostać szafiarką. Figurę ma niezłą, buźkę śliczną, gust modowy niezły, tylko pstrykać fotki i pisać :) Chociaż na taką propozycję oburzyła się jej ambitna mama, która by córcię chętnie widziała na jakiejś dobrze płatnej poważnej posadce. Wszystkie mamy są pod tym względem podobne, tylko tych dobrze płatnych posadek jakoś kurczę brakuje.

piątek, 06 maja 2016

Słyszałam, że koło galerii na peryferiach ma być jutro zorganizowane kino samochodowe. To jeszcze nic. Już takie kina w różnych częściach miasta i z różnych okazji były. Ba, na początku lat 90-tych na stałe takie kino miało podobno powstać w Wałbrzychu, ale najwyraźniej czegoś tam zabrakło i bynajmniej nie zainteresowania. No, ale w sobotę ma być takie kino u nas. No i mają tam puszczać "najlepsze najgorsze filmy świata". Hmm... no ja nie wiem czy jest to jakaś zachęta. Mogę zrozumieć, że budżet mały, ale jechać, żeby oglądać kiepski film, choćby był to najbardziej kiepski ze wszystkich, to raczej kiepska reklama... :) Choć pogoda sprzyja akcjom w plenerze, a ludzie teraz "łykają" wszystko, więc kto wie, czy nie będzie to hitem tegorocznej wiosny...

czwartek, 14 kwietnia 2016

Wracałam wczoraj do domu na piechotę, bo zrobiła się idealna pogoda - nie za ciepło, nie za zimno, nie deszczowo i niemal bezwietrznie. Szłam kawałek na skróty drogą, po której obu stronach są pola, a wzdłuż niej rosną drzewa. Cudownie pachniało wiosną: wilgotną ziemią, świeżą trawą, kwiatami, sama nie wiem czym jeszcze, ale ziemia pachnie inaczej o każdej porze roku i z zamkniętymi oczami można stwierdzić która to jest. Może w mieście, wśród gęstej zabudowy, tego się tak nie odczuwa, ale wystarczy choć na chwilę wyjść na "otwartą" przestrzeń lub do lasu i nie można się pomylić. Zawsze przechadzając się tak wśród łąk czy lasów mam wrażenie, że źle się teraz projektuje nowe osiedla. Kładzie się nacisk na duże powierzchnie do parkowania, budynki upycha się okno w okno, robi do najwyżej jakieś wąskie paski trawnika lub małe klomby. Co by nie mówić o osiedlach z wielkiej płyty, przyznać trzeba, że budowano wtedy w większej odległości od siebie, przeznaczając spore tereny na place zabaw, klomby, drzewa, ławeczki do posiedzenia. Na dzisiejszych osiedlach nawet nie ma gdzie ławki postawić, żeby nie było to wprost pod czyimś oknem, a młodzi, którzy tam kupują mieszkania nie będą przecież tacy zawsze, więc wcześniej czy później zamarzą o ławkach, na których można by odpocząć wracając z zakupami do domu. A najlepiej by było, gdyby latem był tam jeszcze jakiś przyjemny cień z drzewa, którego nie ma gdzie posadzić, bo deweloperom nie zależało na zieleni tylko jak największym zysku ze sprzedaży mieszkań... Doprawdy nadzór budowlany powinien zadbać o lepsze zagospodarowanie terenu, bo jeśli kontroli podlegają nawet murki stawiane na prywatnym terenie, to tym bardziej powinien podlegać całokształt zagospodarowania (na takiej samej zasadzie jak dają wytyczne ile miejsc postojowych powinno posiadać osiedle). Bo za chwilę wyjdzie na to, że trzeba będzie do parku jeździć, żeby trochę zieleni zobaczyć, albo na wieś, do którejś puszczy, w Sudety czy Bieszczady. Noclegi w miejscowościach nie turystycznych co prawda drogie nie są, ale przyszłe emerytury mają być głodowe, więc pewnie niewielu emerytów będzie na nie stać. Tym bardziej, że wiele osób w pewnym wieku traci ochotę na podróże. Lepiej więc zadbać o sprzyjające warunki w miejscu zamieszkania. Bo nie ma nic przyjemniejszego i poprawiającego humor, niż w ciepły dzień poczuć zapach wiosny.

A dziś już pochmurnie i deszczowo, więc z zapachów wiosny musi mi wystarczyć bukiet tulipanów stojący na biurku...

piątek, 01 kwietnia 2016

Pamiętam Światowe Dni Młodzieży w Częstochowie, ale jakoś nie pamiętam, żeby było z tym aż tyle zamieszania co dziś. Nie kojarzę lokowania przyjezdnych po całym kraju i organizowania im przejazdów i czasu wolnego. Bezpieczeństwa wtedy poza służbami pilnowali wolontariusze i harcerze. Dziś czytam o chaosie, problemach z lokacją i zapewnieniem bezpieczeństwa (tu trzeba przyznać, że czasy się zmieniły i może być to ogromny problem), o niemożności dogadania się Kościoła z Państwem. Sorry, chodzę do Kościoła, nie jestem mu przeciwna, ale uważam, że skoro to impreza kościelna, to Kościół powinien ponosić jej koszty, tym bardziej, że ma z czego. A co do bezpieczeństwa, to również powinien się podporządkować, bo w razie czego (odpukać) kto będzie wypłacał odszkodowania? Przecież od razu baty zgarną służby.

Powaliły mnie też ostatnie uwagi biskupów dotyczące aborcji. Jak można w tak perfidny sposób narzucać innym swoją wolę, ingerując w dodatku w ustawodawstwo państwa? Kościół nie potrafi na swoim podwórku zrobić porządku i stosować się do swoich własnych praw, a próbuje je narzucać innym. A może by tak kara więzienia dla cudzołożących księży, skoro tworząc prawo powołują się na dekalog? Dlaczego życie płodu ma być ważniejsze od życia żywej kobiety, która w takim przypadku nie może usunąć ciąży? Jezus miał rację, że należy oddzielić państwo od Kościoła, tylko dlaczego jego słudzy zlewają jego słowa? Doprawdy biskupi powinni brać lekcje psychologii, bo zdaje się nie zdają sobie sprawy z tego ile tracą na takich propozycjach.

środa, 09 marca 2016

Oj, zaniedbałam ostatnio bloga. Zresztą, co tu ukrywać, nie tylko bloga. Dziś rano przyjrzałam się sobie krytycznie i stwierdziłam, że potrzebuję: konsekwentnej diety albo ćwiczeń, dobrego fryzjera i kosmetyczki. A ponieważ do diety i ćwiczeń trudniej się zebrać, więc zaczynam od zrobienia porządku z włosami. Na pewno będę chciała je rozjaśnić; miałabym ochotę też na pasemka, ale nie wiem czy jeszcze są modne. Wydaje mi się, że już się od nich odchodzi, choć mnie się podobają. Oczywiście takie subtelne, a nie że ciemne włosy i niemal białe pasemka. Podoba mi się też sombre, ale mam zniszczone końcówki i tak sobie myślę, że odświeżę fryzurę przycinając ją drastycznie np. tak do ucha. Będzie to moja wiosenna zmiana. Przydałaby mi się też wizyta u kosmetyczki, chociaż nie mam pojęcia kiedy znajdę na nią czas. Pewnie skończy się na domowym peelingu i maseczce... Opcjonalnie na odwiedzeniu apteki i kupieniu jakiegoś "cudownego" acz drogiego kremu. No, ewentualnie ;) dorzucę do tego jeszcze jakiegoś wiosennego ciucha albo buta :)

A na jutro muszę wymyślić coś fajnego dla mojego Mężczyzny :) Bo kwiatkami to się nie wymigam ;)

czwartek, 21 stycznia 2016

Jak w amoku biegałam przed świętami, ale z wszystkim się wyrobiłam. Wszystkie prezenty zostały kupione i - co najważniejsze - wszystkie okazały się trafione :) A przynajmniej tak wnioskuję z tego, że są używane :) Zdążyłam również bez zadyszki z gotowaniem, pieczeniem i sprzątaniem, tym bardziej że podzieliliśmy się daniami do przygotowania. Również Sylwester upłynął bardzo przyjemnie. W tym roku wybraliśmy się na zorganizowaną imprezę i - co prawda - wiązało się to z zakupem nowej sukni i butów, ale uniknęliśmy zamieszania związanego z przygotowywaniem domówki.

Początek roku okazał się w końcu zimowy. Nadal leży śnieg i trzyma lekki mrozik. A nawet właśnie go dosypuje, choć nie wiem czy jest to dobra wiadomość, ponieważ od przyszłego tygodnia zwiastują odwilż, więc czym więcej go dosypie, tym większa chlapa będzie wkrótce. Coraz częściej łapię się na "nieznośnej dorosłości". Jeszcze niedawno ucieszyłabym się ze śniegu, nawet gdyby spadł na jeden dzień. Wyciągnęłabym dziecko z domu i wykorzystała szansę na ulepienie bałwana czy jakiegoś innego "stwora", pojeździłabym na sankach, itd. A dziś? Kalkulacja - czy ten śnieg się "opłaca"? - co jest uzależnione od czasu, jaki ma leżeć albo od zajęć jakie sobie akurat zaplanowałam. Pewnie za chwilę zacznie się marudzenie na więcej rzeczy i zjawisk... Starość nie radość.

A dziś Dzień Babci, jutro Dziadka. Co prawda za daleko, żebyśmy się wybrali w odwiedziny, ale trzeba przypilnować wnusia, żeby zadzwonił z życzeniami, a osobiście z laurką i prezentem może się wybierzemy w weekend... Zobaczymy ile będzie miał lekcji do zrobienia, bo ostatnio wolny weekend to pojęcie względne, skoro nigdzie nie możemy się ruszyć z domu, bo dziecko ma tyle lekcji do odrobienia. I nic to, że wkrótce ferie i dzieciaki już czują luz.

A propos ferii, chciałam wybrać się w tym czasie nad morze, pospacerować po pustej plaży, nałykać się jodu, może nawet gdybym spotkała Morsów odważyłabym się wejść do chłodnego Bałtyku... Ale nie wiem co z tego wyniknie, bo co prawda odłożyłam pieniążki na wyjazd, ale pojawił się pomysł wstawienia szafy do pokoju dziecka, bo nie mieści się już z wszystkimi ciuchami i manelami, a szafa jest dużo wyższa niż szafka, więc więcej tego by pomieściła. Dziecku podoba się szafa z grafiką, którą ma już upatrzoną "pod kolor pokoju" i nie przetłumaczysz, że kolor ścian można zmienić, a szafę kupuje się na dłużej, bo już ma odpowiedź, że po co zmieniać, skoro jest fajny. No więc nie wiem ostatecznie na co się zdecydujemy: na wyjazd czy na szafę, wiem tylko, że na jedno i drugie nie wystarczy, więc może pociągniemy losy ;) Miło by było pojechać, także dlatego, żeby dziecko całych ferii w domu nie siedziało, ale zobaczymy. Rząd już ustalił, że jedynaki na ferie wyjeżdżać nie muszą (po co im 500 zł), jak rodzice chcą mieć jedynaków, to niech sobie w domu spędzają czas, jeśli rodziców nie stać na wyjazd. W każdym razie państwo się nie dołoży. Ale za to chętnie z podatków płaconych przez dwoje rodziców przekaże pieniądze tym, którzy mają więcej dzieci, bez względu na to ile zarabiają. Sprawiedliwość? Jakoś nie sądzę. Nawet 9-latka wie, że coś jest nie tak...

poniedziałek, 14 grudnia 2015

A miało być tak pięknie: śnieżne, białe, mroźne święta, takie klimatyczne. A wyjdzie tak jak w piłce nożnej, czyli tak jak zawsze, a przynajmniej od dłuższego czasu. Będzie szaro, buro i pewnie jeszcze deszczowo. Od dłuższego czasu nosiłam się z zamiarem sprawienia sobie (lub zażyczenia pod choinkę) nart biegówek, no i oczywiście całego dodatkowego wyposażenia: odpowiednich spodni, butów, kijków. Nie ma w pobliżu co prawda profesjonalnych tras, ale jest dużo pól, dużo ścieżek rowerowych i chodników nie odśnieżanych i nie uczęszczanych w zimie, a w zasadzie powinnam napisać: gdy jest śnieg, bo teraz to nie to samo. Niestety, przy takiej pogodzie byłby to zbędny wydatek, który nawet nie miałby szans zostać użyty, zbędne zajmowanie miejsca i sprzęt tylko do odkurzania. Wkurzywszy się zatem na niezimową pogodę, kupiłam ostatnio karnet na basen i nowy strój. W sumie wyszło dużo taniej. Przy okazji odkryłam nowy, nie za duży, ale i nie tak oblegany basen w pobliżu. Całkiem fajny, czysty, z wyremontowanymi szatniami, w których zamontowano niedawno bardzo przyzwoite szafki basenowe i suszarki. Jak w takim tempie będzie się ocieplał klimat, za kilka lat będą mogli budować baseny odkryte... A tymczasem trzeba zrzucić kilka kilogramów, bo wkrótce Sylwester i trzeba by jakoś normalniej wyglądać. A że po drodze święta, więc tym większa mobilizacja do ćwiczeń, że nie da się wtedy nic nie jeść. Ech, te staropolskie zwyczaje.

Dziś 14 grudnia, do Wigilii pozostało 10 dni, a ja nadal jestem w czarnej... dziurze z prezentami... A tymczasem rośnie liczba osób zadeklarowanych na wspólną rodzinną kolację. Więc trzeba by przynajmniej symbolicznie, ale dla wszystkich coś mieć...

czwartek, 22 października 2015

Nie wierzę w żadne długoterminowe prognozy pogody. Nawet do krótkoterminowych mam ograniczone zaufanie, a co dopiero do takich na dwa tygodnie. W moim odczuciu są one zwykle odwzorowaniem zasady: nie ważne jaka jest prawda, ludziom należy mówić to, co chcą usłyszeć. Wczoraj czytałam jednak o bardzo ciekawej prognozie i to nie na najbliższe 2 tygodnie, ale na całą zimę. Wieści ona, że zima będzie u nas bardzo mroźna i śnieżna, z powodu El Nino. Pożyjemy, zobaczymy, odnotowuję ten fakt i wiosną napiszę porównanie przewidywań do rzeczywistości.

czwartek, 27 sierpnia 2015

Jak wszystko dobre, tak i wakacje kończą się. Pocieszające jest to, że szkoły nie "ruszają z kopyta" od pierwszego dnia, tylko dają dzieciakom czas na aklimatyzację. Tym niemniej nie można już odkładać dłużej zakupów związanych z rozpoczęciem roku szkolnego i mimo narzekań i utyskiwań, że za szybko, kupiliśmy przynajmniej najpotrzebniejsze rzeczy. W tym roku na szczęście załapaliśmy się na darmowe podręczniki (dostarczane przez szkołę), więc dotychczasowy spory wydatek odpadł. Doszedł za to ciuchowy, bo dziecię wyjątkowo szybko rośnie. No i trzeba dokupić buty szkolne, bo te z zeszłego roku okazały się wyjątkowo dobre do biegania przez wakacje i "zużyły się". W pierwszej chwili wlazłam z przyzwyczajenia do sklepu z porządnymi bucikami dziecinnymi, bo zawsze najchętniej kupowałam mu obuwie zdrowotne, zwłaszcza że kiedyś miał problemy z płaskostopiem, albo przynajmniej wkładki, ale po chwili uświadomiłam sobie, że wyszliśmy poza skalę dostępnych tam rozmiarów :( Niestety, moje dziecię zaczęło się w zastraszającym tempie starzeć ;( Poza tym ma fazę na obuwie sportowe, więc żadne tam trzewiczki nie wchodzą grę. Coraz mniejsze znaczenie ma też na zakupach moje zdanie, bo przecież on się już potrafi ubrać sam i wie co mu się podoba i "oczywiście mamo możesz to kupić, a później oddać do Czerwonego Krzyża jako nowe, bo ja tego na pewno nosić nie będę". No i gadaj z takim. Więc z oszczędności kupuję to co mu się podoba, bo po co wydawać kasę na coś nikomu nie potrzebnego.

Tymczasem piękna pogoda trwa. Mam zamiar wakacyjnie i aktywnie spędzić ten ostatni weekend sierpnia; wyjątkowo gorącego i suchego w tym roku, a że nie jestem rolnikiem, więc mogę powiedzieć: wyjątkowo pięknego. Co prawda przez tę suszę pewnie czeka nas złota polska jesień we wrześniu, bo liście do października nie dociągną na drzewach, ale może zrekompensuje się zima większą ilością śniegu niż w ostatnich latach, co nie będzie takie trudne, bo w ostatnich latach trudno było o symboliczne dwa centymetry śniegu. Poczekamy, zobaczymy.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
| < Wrzesień 2016 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Tagi